“If you can’t beat ‘em, join ‘em”- mnie ta fraza kojarzyła się do tej pory z piosenką zespołu Queen, chociaż jest też receptą na przetrwanie, kiedy jakaś większość na nas zbyt stanowczo napiera i wyzbycie się starych przyzwyczajeń ratuje życie.
Czy jednak powyższe zdanie może być strategią działania dla szkoły? Jak najbardziej! Dobitnie pokazuje to film, z którego możecie się dowiedzieć, dlaczego uczniowie nie lubią szkoły. Czy nie lubią się uczyć? Skąd, po prostu metody kształcenia zostały na poziomie Herbarta. A w świecie kolaboracji, wymiany informacji i współtworzenia w sieci, w tym współkreowania sieciowych światów gier, “metody Romana”- jak zapewne nazwałby je
piszący również o filmie Edwin Bendyk- “wyłożenie lekcji” przez ucznia, to jak uczenie nowoczesnej architektury w oparciu o jaskinie i lepianki. Jednak nie do końca zgadzam się z redaktorem Bendykiem. Problem nie polega już tylko na tym, że:
“(…)w Polsce edukacja wpadła w łapy ludzi, którzy zupełnie tej zmiany nie rozumieją, promują oparte na fundamentalistycznym wykładzie wiary i pseudonauce nieuctwo (myślę o skandalu z darwinizmem) i próbują zatrzymać i tak już bardzo spowolniony proces komunikacji naszego systemu edukacyjnego z rzeczywistością”.
Problem jest o wiele poważniejszy i wynika z nieświadomości samych nauczycieli, w tym w dużej mierze nauczycieli akademickich. Mam przyjemność prowadzić zajęcia z zakresu obsługi oprogramowania i projektowania stron internetowych, w ramach studiów podyplomowych informatyki. Ukończenie tych studiów pozwala nauczycielom na prowadzenie zajęć do poziomu gimnazjum włącznie. Ale jakie było moje zdziwienie, kiedy musiałem praktykujących nauczycieli przez pierwszych kilka godzin zajęć uczyć obsługi poczty elektronicznej, a przy zakładaniu blogów (w jednym z polskich serwisów), poprosili mnie o algorytm zakładania strony internetowej. Tak, jakby miał istnieć jeden przepis zakładania bloga, strony i w ogóle funkcjonowania w sieci i uczenia informatyki gimnazjalistów.
Problem polskiej edukacji polega właśnie na tym: kiepsko wykształcona kadra nie potrafi uczyć młodych ludzi. Jest gorzej- jeśli sami nauczyciele informatyki nie potrafią swobodnie posługiwać się typowymi narzędziami sieciowymi, to co dopiero marzyć, by wszyscy nauczyciele korzystali z nowych technologii, pozwalających uczniom współpracować, tak jak przywykli do tego w świecie komputerowych gier i komunikowania w internecie. Uczniowie przychodzą do szkoły jak do muzeum, muzeum, w którym muszą odgrywać przez 12 lat edukacji tę samą rolę. Na dodatek niebawem w tych samych strojach. Nie lepiej jest na wyższych uczelniach, gdzie co prawda wprowadza się coraz częściej na zajęcia rzutniki multimedialne i laptopy podłączone do sieci, ale nawet same zajęcia związane z wykorzystaniem komputerów w edukacji kończą się czasem prezentacją “multimedialną” (a tak naprawdę linearnym ciągiem identycznych slajdów). Podczas gdy studenci publikują blogi, pracują nad zaliczeniami na wiki i filmują zajęcia telefonami komórkowymi.
W tej sytuacji, co uważam za skandaliczne, nie dziwią mnie wykładowcy z wieloletnim stażem, którzy nie potrafią wydrukować strony tekstu, a o edycję dwóch zdań w pliku tekstowym proszą własnych studentów.
Kiedy nadejdą zmiany? tak jak bywało dawniej- kiedy odejdzie stara kadra. Być może młodsi nauczyciele będą stopniowo motorem zmiany. A jeśli tak się nie stanie, edukacja oddolna (która już dzieje się w internecie i podobno ponad 50% wiedzy młodzi ludzie zdobywają już podczas aktywności w sieci) stanie się edukacją alternatywną. Będzie edukacją właściwą, funkcjonującą w podziemu, w opozycji do muzealnej edukacji, którą serwuje się uczniom w polskich szkołach.
Zastanawiam się, czy za kilka lat, biedne dzieci z krajów “trzeciego świata”, wyposażone w laptopy Nicholasa Negroponte, nie będą sprytniejsze, mądrzejsze i z większą szansą na życiowy sukces w stosunku do polskich dzieciaków, które niejednokrotnie uczą się np. informatyki, tworząc katalogi w DOSie, zapisując komendy w zeszytach w kratkę, albo żmudnie przepisując do zeszytów słowa “lekcja” i “temat” zapisane przez nauczyciela kredą na tablicy.
Najnowsze komentarze