Czy informacja powinna być uważana za produkt? Czy można mówić jednocześnie o potrzebie istnienia dóbr publicznych i informację traktować jako towar? Czy prawo do komunikacji w świecie sieci jest lub będzie powszechne, a może niektórzy wolą zadowolić nas prawem do informacji? Czy możliwe jest istnienie “wielkiej ludzkiej rodziny” opartej na różnorodności i jednoczesnej równości, czy czeka nas tylko ludzkość kształtowana na potrzeby najbogatszych państw świata (grupy G7) i rekinów finansjery? Czy uda się nam naprawdę przejść od pionowej, hierarchicznej komunikacji do komunikacji dla wszystkich? Według Armanda Mattelarta:
“(…) różnorodność, wolność, swobodny dostęp i uczestnictwo znowu znalazły się w centrum uwagi dzięki ruchom społecznym nakierowanym na różnorodność kulturowego i medialnego wyrazu(…)”.
Jak autor kończy powyższe zdanie, dowiecie się z tekstu.
Z kolei Pierre Levy pyta o potrzebę zredefiniowania funkcji intelektualistów w tworzącym się globalnym społeczeństwie wiedzy, które powstaje wraz z “rozwojem aktywności cechującej się wysoką wartością dodaną, rozwojem edukacji wyższej i rozszerzaniem uniwersalnych, interaktywnych sieci komunikacyjnych, stymulowanym przez informatykę i Internet”.
Levy definiuje również “hiperdokument” i “moc przetwarzania kolektywnej pamięci numerycznej” oraz wskazuje na pojawienie się nowego wyzwania, które związane jest z pojawieniem się przeszkód, stojących na drodze do wykorzystania nowych możliwości przez zbiorową inteligencję.
Zachęcam do lektury.

Najnowsze komentarze