flash mob(ceting)

14 05 2007
Jeśli powiedziało się A, warto powiedzieć B. Zwłaszcza gdy A to opis wspaniałego widowiska, a B to marna kopia tegoż. “Co się stało się”?- jak zarapowaliby pseudofani Konona- ano stało się w Poznaniu coś, co po części potwierdza moje przypuszczenia o komercjalizacji pewnego zjawiska. Niejasne? Już Was oświecam…

Jakiś czas temu pisałem o flash mobach. Rozwijać hasła nie będę, możecie zajrzeć do poprzedniego wpisu. Kilka dni temu odbył się kolejny błyskawiczny spektakl. Tym razem w Starym Browarze w Poznaniu. Pomysł identyczny jak w Arkadii. Ludzie zaczynają do siebie mierzyć, po czym “strzelają” i “trup” ściele się gęsto na podłodze centrum handlowego. Koncept wydarzenia nie tylko skopiowany toczka w toczkę z Arkadii, gdzie co prawda zaczerpnięto z reklamy, ale również zrealizowany nieudolnie.

Przede wszystkim- czy był to flash mob? Użytkownicy zapewne przyszli zwabieni informacją ze strony WWW, być może z plakatów informacyjnych, esemesów znajomych itp. Zjawili się w wyznaczonym miejscu i odegrali scenkę. I to jest w porządku. ALE! Jak pisze Macias- ludzie grzecznie ustawili się do akcji już kilka minut przed rozpoczęciem. W efekcie zniknął element zaskoczenia, poza tym przez megafony podawano informację, że za kilka minut rozpocznie się happening i młodzi ludzie mogą się dziwnie zachowywać. Do tego Stary Browar podobno- według “megafonisty”- został wybrany jako miejsce odbycia się akcji.

Jak to “został wybrany”? Oczywiście każde z miejsc, gdzie odbywa się flash mob, jest wybierane przez pomysłodawców. Czy to jednak powód do dumy? Być może. W każdym razie Stary Browar podkreśla tym sposobem, że jest miejscem bardziej odpowiednim od innych do tego typu akcji. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby zarządzający centrum opublikowali radosną informację po przedstawieniu, gratulując jednocześnie pomysłodawcom. Informacja pojawia się jeszcze przed spektaklem, przy jednoczesnym ostrzeżeniu, że odbędzie się happening, zatem coś niepoważnego z dziwnie zachowującymi się ludźmi.

Dzięki informacji podanej przez głośniki wiemy, że flash mob odbył się nie tylko za zgodą centrum. Wiemy również, że miał się odbyć show, na który klienci mogli, ale nie musieli, zwrócić uwagę. W efekcie poznański mob przypomina inne wydarzenia, które dzieją się codziennie w handlowych galeriach: “uwaga, na trzecim piętrze już za piętnaście minut przedstawienie dla naszych pociech, teatrzyk “szalona gąska” odegra przedstawienie…” albo “zapraszamy do odwiedzin wystawy kotów rasowych na poziomie trzecim” lub “na parterze mogą posłuchać państwo piosenek zespołu X”.

Wszystko to piękne. Pomijając nieudolność odegrania mobu w Poznaniu, a raczej wchłonięcie go w ramy marketingu, trzeba autorom przyznać pomysłowość. Pomysłowość w zakresie wykorzystania zużytego już pomysłu (absurdalne?). Nieważne, że Arkadia była pierwsza. Jeśli mogli flash mob zrobić amatorzy i z zaskoczenia, to co za problem zrobić z tego show. Zwłaszcza, że amatorzy nie mogą przyczepić się do skopiowania pomysłu, bo nie byli autorami.

I w ten oto sposób oddolne działania uliczne, które ostatnio określiłem mianem sztuki, stają się kolejnym krajobrazem wykorzystanym przez biznes. Mam tylko nadzieję, że mobceting, a może mobketing, będzie szybko przeżuty przez marketingowców. Biznes ma to do siebie, że co przeżuje, to wyrzuca. I szansa w tym, że ludziom znudzi się ustawiane, grzeczne odgrywanie ról. A sami flash mobowcy z prawdziwego zdarzenia zorganizują spektakularne akcje w taki sposób, żeby nie tylko wyróżniały się od papki z centrum handlowego, ale również były niemożliwe do zastosowania w działaniach komercyjnych.

Nieco inną przyszłość komercyjną wróżyłem flash mobom. Stary Browar zastosował strategię crowdsourcingu i wykorzystał energię ludzi, którzy prawdopodobnie nie byli świadomi, że biorą udział w konsumpcyjnym show i reklamie Starego Browaru. Flash moby nie umrą na pewno, w najgorszym razie będziemy mieli wersje pop i wersje -off (tak jak istnieje np. offowe kino), organizowane dalej na zasadach “improwizacyjnej sztuki nowych mediów”, jak kiedyś określiłem błyskawiczny tłum.

Proponuję preczytać komentarze pod wpisem Maciasa- dowiecie się, co o wydarzeniu w Poznaniu sądzą inni internauci.


Creative Commons License

Ten
utwór jest dostępny na
licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska.





flash mob- strzelanina w Arkadii

7 12 2006
Flash mob nie jest chyba dla nikogo niczym nowym. Jakiś czas temu miał swoje pięć (lub jak wolą anglosasi piętnaście) minut. Oczywiście mówię o chwili sławy medialnej, ponieważ akcje “błyskawicznego tłumu” odbywają się nieustannie, angażując mniejsze lub większe grupy ludzi.

Zupełnie niedawno doszło do ciekawego flash- spektaklu (inspirowanego reklamą Xbox- obejrzyjcie koniecznie, jest na końcu wpisu) w centrum handlowym Arkadia (gdzieś w Polsce). Nagle spora część z tłumu klientów spacerujących pomiędzy sklepami, zaczyna do siebie mierzyć z… palców. I nie jest to pięć czy piętnaście osób, ale kilkadziesiąt. Celują do siebie nawzajem, wplątując się w sieć bez wyjścia. Każdy kogoś pilnuje, są zatem w ślepej uliczce i wystarczyłby jeden słabszy psychicznie osobnik, by padł strzał, który będzie jak pierwsza kostka domina puszczona w ruch. Oczywiście mierzący tylko na to czekają i po chwili nerwowego celowania i wystraszania wrogów (chociaż kto wróg, a kto nie, chyba wszystkim już się zatarło), po krótkiej ciszy pada pierwszy strzał. A po nim słychać dziesiątki strzałów i trup ściele się gęsto na podłodze handlowej galerii. Co w tym momencie pomyśleli zwykli klienci i jaki orzech do zgryzienia mieli ochroniarze, o to trzeba by zapytać ich samych.

Wydaje mi się, że flash moby można potraktować jako kolektywną sztukę. Improwizacyjną sztukę nowych mediów, gdzie scenariusz wydarzenia nie jest sztywną konstrukcją, ale ogranicza się do pomysłu, powiadomienia zainteresowanych współartystów i wyboru miejsca performance’u. Przygotowania odbywają się w wirtualnej przestrzeni i jako efekt pojawiają w przestrzeni realnej, tworząc jednak wirtualną, nierealną, abstrakcyjną przestrzeń wydarzenia. Oczywiście pomysły są lepsze i gorsze, bywały i bywają próby komercyjnego wykorzystania błysk- tłumu, ale są na szczęście szybko rozpoznawane i ignorowane przez prawdziwych flash-mobowców. Jedyne czego obawiałbym się, to dyskretnego wykorzystania flash mobów. Np. w oparciu o informacje w jakich miejscach zbiera się najczęście pewna targetowa grupa potencjalnych konsumentów- np. młodzież w centrach handlowych, kinach, klubach itp., wysyłanie tam różnej wielkości grup osób, które miałyby przy sobie napój określonej marki, eksponowałyby nową kolekcję ciuchów czy promowały konkretne zachowania, jak palenie papierosów itp. Taki dyskretny i fałszywy flash mob mógłby (choć specem od pr nie jestem) nieźle zadziałać. Tylko organizatorzy musieliby rzeczywiście sprawdzić, czy koszt błysku nie jest wyższy niż realne korzyści z niego wynikające.

Flash mob może być również świetnym narzędziem politycznej aktywności- zwolennicy pewnej idei organizują kilkudziesięciominutowy happening, a potem rozchodzą się jak gdyby nigdy nic wtapiając w tłum i zapomnijcie, że kogokolwiek złapiecie. Może to być również narzędzie edukacyjne, funkcjonujące jak opisany wyżej flash mob ukryty, ale w bardziej szczytnym celu. Na pewno jest to świetny bodziec intelektualny dla spokojnie pasącego się stada niedzielnych konsumentów… Gdyby ktoś miał relację niezaangażowanych uczestników, będę wdzięczny za przesłanie.

Na koniec reklama Xbox, inspiracja dla opisanego flash mobu

Creative Commons License
Ten wpis jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.0 Poland.<!–

HIPERbLOG
2006
swobodna podr?z przez hipertekstowa przestrzen…
Grzegorz D. Stunza
Grzegorz D. Stunza

–>








Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.