Grzesiek opisuje przebieg spotkania, wyliczając poruszane kwestie. Wskazuje między innymi, że podczas warsztatów pojawiły się głosy pokazujące ciemną stronę kultury 2.0 – głównie chodzi o przemysł porno, również korzystający z różnorodnych „narzędzi web 2.0”.
Przypomniałem sobie o tym poście i poruszanej w nim kwestii pornografii, kiedy natknąłem się w magazynie Wired na artykuł Reginy Lynn „Web 2.0 Leaves Porn Behind”. Prezentuje on stanowisko odmienne od zrelacjonowanego przez Grześka. Lynn twierdzi, że przemysł porno zawsze stymulował rozwój technologii (wiąże nawet powstanie płyt DVD czy usług video-on-demand właśnie z zapotrzebowaniem na pornografię oglądaną w domowym zaciszu). Co jednak dziwi, przemysł porno zdaje się nie zauważać Web 2.0. Jak pisze Lynn:
Given the interactive nature of sex and the personal nature of porn, you’d think adult sites would be all over Web 2.0. But with a few notable exceptions, they’re not.
Autorka wskazuje dalej na przyczynę braku zainteresowania twórców pornografii nowymi technologiami internetowymi:
For the porn industry, which is at least as paranoid about piracy as the Recording Industry Association of America, allowing open data formats that let users to do with content what they will does not come naturally.
Lynn twierdzi, że brak zainteresowania Web 2.0 to karygodny błąd przemysłu porno. Autorka wskazuje, w jaki sposób i jakie narzędzia Web 2.0 przemysł ten mógłby wykorzystać, aby trafiać w gusta widzów i powiększać swoje zyski.
Kto zatem ma rację – czy Lynn wskazując, że twórcy pornografii jeszcze się na Web 2.0 nie poznali, czy prawdziwe są raczej poglądy wskazujące, że porno to faktycznie problem i „ciemna strona” Web 2.0?
Rzeczywiście istnieją serwisy pornograficzne, które uznać można za Web 2.0. Obok wspomnianego przez Grześka PornoTube, wymienić można również Megarotic, Fantasti.cc, EroShare czy YouPorn (podobnie jak GDS ostrzegam – wchodzić na własną odpowiedzialność!).
Niektóre z tych serwisów wymienia na swoim blogu go2web2 Orli Yakuel, wskazując jednak, że miała spore problemy z ich znalezieniem i w sieci nie natknęła się na zbyt wiele tego typu serwisów. No właśnie – czyż serwisy pornograficzne nowej generacji, nie są póki co kroplą w ogromnym morzu Web 2.0? Chyba właśnie tak. Nie znaczy to oczywiście, że nie zmieni się to w przyszłości, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę , że pornografia w sieci rzeczywiście króluje. Niech świadczy o tym poniżej zamieszczony filmik, w ciekawy sposób ukazujący statystki internetowe dotyczące pornografii.
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.




Najnowsze komentarze