Kultura uczestnictwa – w innym kontekście

17 07 2007

Pozostając w temacie kultury 2.0, czy kultury uczestnictwa, tworzonej “przez nas dla nas”, podzielę się informacją o zbliżającym się spotkaniu PR-owców, poświęconym tej tematyce właśnie – Rewolucja w Komunikacji: Seminarium “User Generated Content czy User Generated Crap?”. Tym razem o możliwościach internetu od nieco innej strony, acz wcale nie znaczy, że mniej ciekawej – będzie można posłuchać osób, które na codzień w życiu zawodowym mierzą się z możliwościami internetu, który z resztą jest niejako ich “środowiskiem pracy”.

Zachęcam do udziału i mam nadzieję – do zobaczenia 25 lipca w Warszawie! :-)

PS- dobre wieści są takie, że organizatorzy obiecali po spotkaniu zamieścić w sieci materiały audio, które oczywiście zlinkujemy ;-)





wirtualna telewizja

13 07 2007
Wirtualne państwa rozwijają się bardzo szybko i adaptują na swoje potrzeby kolejne nowe technologie. Komunikacja w mikronacjach, a przynajmniej w polskich mikronacjach, bo ich funkcjonowanie śledzę od półtora roku, opiera się głównie na listach dyskusyjnych i forach dyskusyjnych, a także na stronach WWW. Od czasu do czasu odbywają się zgromadzenia na czacie, z reguły z okazji ważnych uroczystości- są wówczas oficjalne i moderowane, ale i w celach rozrywkowych, kiedy wieczorami mieszkańcy mikronacji spotykają się w wydzielonym czat- pokoju (jak ma to miejsce np. w Księstwie Sarmacji). Mieszkańcy komunikują się również poprzez komunikatory tekstowe, prowadzą wówczas najczęściej rozmowy “w cztery oczy” lub korzystają z technologi VOIP, a także “klasycznego” (bo częściej chyba z telefonii komórkowej, ale chodzi mi o klasyczność medium) telefonu.

Od pewnego czasu, wraz ze wzrostem popularności serwisów w rodzaju youtube (a jak powiedział podzas warsztatów k20 jeden z uczestników: “twoja tuba”), pojawiają się w mikronacjach materiały wideo, przygotowywane przez mieszkańców.

Jednym z przykładów, który istnieje od zaledwie kilku tygodni i nie jest jeszcze mocno popularne jest “Kino” w Mandragoracie Wandystanu. Każdy mieszkaniec może bezpłatnie udać się na wybraną projekcję, ale również samodzielnie nakręcić film, umieścić w serwisie youtube i przesłać administratorowi kina kod, niezbędny do wklejenia na stronę. Przykładowy film możecie obejrzeć poniżej

Innym przykładem, równie ciekawym, jest działalność filmowa, która przypomina taśmy nagrywane przez np. islamskich terrorystów. W podobnej konwencji przedstawiony jest materiał pochodzący z Wysokogórskiej Republiki Elfidy- państwa, które na skutek “powstania Gnomów” oderwało się od Królestwa Scholandii. Dzięki filmowi, mieszkańcy/ powstańcy gnomińscy mogąw ciekawszy sposób przedstawiać swoją rewolucję Poniżej rzekomo jedna z taśm, jeszcze z czasów powstania (film dostępny również w kinie wandejskim):

I na koniec przykład oddolnego tworzenia telewizji w wirtaulnym państwie. W Trizondalu, kraju będącym w unii z Księstwem Sarmacji od kilku miesięcy pojawiają się co jakiś czas wiadomości. Tekst czytany jest przez syntezator mowy, a spikerem jest Cartman z serialu “South Park”:

Wirtualne państwa, które odróżnia od wirtualnych światów gier, w rodzaju “Second Life” m.in. niekomercyjność, oddolne konstruowanie rzeczywistości i otwarta kultura, w której można zmieniać dosłownie wszystko (w SL jest to niemożliwe) sięgają po narzędzia, które mogą urozmaicić wirtualne życie, ale również upodobnić je do życia tzw. realnego. To również swietny przykład oddolnej twórczości, aktywnośći amatorów, którzy zaopatrzeni w proste narzędzia medialne mogą zmieniać pewną rzeczywistość. Oczywiście nasuwa mi się od razu edukacyjny aspekt zjawiska i możliwość uczenia się dzięki takim działaniom nie tylko korzystania z nowych narzędzi i tworzenia komunikatów medialnych, ale i krytycznego odbioru komunikatów w realu. Bo jeśli potrafimy zredagować wirtualne wiadomości, to wiemy, że wiadomości realne też mogą być przygotowane w odpowiedniej optyce ideologicznej. Ale ten wątek wymaga dłuższej refleksji.

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.<!–

–>





Plastelina, flamastry i prasowanki- czyli po warsztatach o kulturze 2.0

12 07 2007
Mija tydzień od warsztatów “Kultura nowa, kultura otwarta”. Warsztatów, podczas których spotkało się kilkanaście osób zainteresowanych przemianami współczesnej kultury, określanymi przez propagatorów jako kultura 2.0 W jednym miejscu zebrali się medioznawcy, socjologowie, dziennikarze obywatelscy, pedagodzy, historycy, prawnicy, kuratorzy sztuki i studenci. Czy termin kultura 2.0 jest słuszny, nad tym warto się zastanawiać, ale zrobię to przy innej okazji. Na pewno jest to hasło nośne i brzmi rewolucyjnie, oczywiście jeśli ktoś świadom jest przemian. Pokolenie moich rodziców mogłoby mieć z odszyfrowaniem terminu drobny problem.

Dwudniowe spotkanie osób zainteresowanych refleksją, ale i praktyką w zakresie k20 (może to będzie obrazoburcze, ale do niedawna określano moje pokolenie jako JP2, później jako b16 więc mam prawo lubować się w skrótach) uważam za udane. Poruszyliśmy nie tylko problem obszerności terminu kultura 2.0, zwróciliśmy uwagę na narzędzia, ale i na idee, które w parze pozwalają na zmianę świata. W większości skupiliśmy się na nowych możliwościach, m.in. produkcji treści, aktywnego odbioru, kultury uczestnictwa, ale pojawiały się również głosy krytykujące infoanarchistyczne zapędy, a także silne głosy wskazujące na ciemną stronę kultury 2.0 (przemysł porno również korzysta z tagów i technologii zbliżonych do youtube, przykładem może być choćby “polecany” niegdyś w serwisie miasik.net “wortal” pornotube – linkuję dla przykładu, zdecydowanie odradzam wejście).

Nie sposób zreferować wszystkiego, co działo się podczas spotkania. Świetnym pomysłem było skłonienie uczestników do przedstawienia prezentacji na dowolny temat z zakresu k20. Każda była inspirująca i wywoływała żywe dyskusje, które zabierały dużo czasu i przekształciły nieco program spotkania. Ale luźna rama warsztatów była raczej ich zaletą niż wadą. Inspirująca była także praca w grupach, tworzenie schematów k20 i dyskusja. Żaden z przedstawionych modeli kultury 2.0 nie ogarnął całości zjawiska i chyba pozostali uczestnicy się ze mną zgodzą, że modele można tworzyć na wiele sposobów, akcentując konkretne zagadnienie, albo pokusić się o jeden model, który musiałby być przestrzenny i złożony, w dodatku za tydzień mógłby okazać się nieaktualny.


Jedyne czego mi zabrakło, co prawdopodobnie wynika z przedmiotu dyskusji, to próba sprecyzowania k20, znalezienia jej podstaw, np. w konkretnych ideologiach (np. filozofia GNU, kultura komunitariańska, wizje hipertekstu- Busha, Nelsona, Bernersa Lee itd.), dyskusja o wolnej kulturze, która moim zdaniem jest podstawą dla k20, a także zwrócenia uwagi na silną rolę biznesu w rozwijaniu k20. Wynika to częściowo ze specyfiki przemian (rewolucja wolnego oprogramowania również ściśle łączy się z biznesem), ale jest również zagrożeniem dla wolności k20, jeśli głównym celem będzie zysk. Radykalnie, na przykładzie wspomnianego wyżej przemysłu porno, próbowała sygnalizować to Oliwia Piotrowska.

W tej chwili żałuję, że nie robiłem na bieżąco notatek podczas spotkania. Tylko czy wówczas znalazłbym czas na dyskusję? Niecierpliwie czekam na materiał wideo ze spotkania, chętnie raz jeszcze przesłucham wypowiedzi uczestników na temat kultury 2.0 i obejrzę fragmenty prezentacji. Pomysł dokumentowania spotkań jest pierwszorzędny, nie wyobrażam sobie spotkań na temat k20, które nie są dostępne szerszej publiczności. A tak się chyba stało w przypadku konferencji k20 w Warszawie i Wrocławiu, chyba że przegapiłem linki do materiałów.

Najwspanialsze jest dla mnie jednak, że mogłem debatować w gronie ludzi myślących podobnie, ale z różnorodnych perspektyw i że po warsztatach próbujemy tworzyć coś w rodzaju środowiska k20. Czekam na kolejne spotkanie. Pracownia54 już delikatnie myśli o spotkaniu na temat edukacji 2.0, nie ukrywam, że ten wątek był dla mnie jednym z najważniejszych, ale “na kwiaty przyjdzie jeszcze czas” ;)


ps do Alka Tarkowskiego (wiem, to nie list) Przy poprawianiu prasowanki na koszulkę, zamieniłeś prawdopodobnie hasło “CCCP- creative commons copyleft people” na “creative commons copyright people”, co mocno zmienia sens, a jednocześnie dalej skłania mnie do wniosku, że CC jest tylko nakładką na obecną sytuację i równolegle do rozwijania nakładki trzeba rozwijać alternatywne pomysły na prawo autorskie. Ale to taka mała dygresja…

więcej zdjęć

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.<!–

–>





Hipertekst w edukacji

6 07 2007
Marcin Wilkowski, prowadzący serwis “Historia i Media”, przeprowadził ze mną wywiad na temat możliwości zastosowania hipertekstu w edukacji, w tym edukacji historycznej. Efekt możecie przeczytać w działającym od wczoraj serwisie historiaimedia.org . Oczywiście z pokorą przyjmę wszelkie uwagi i z radością podejmę dyskusję na temat możliwości stosowania (nowych?) mediów w edukacji, szkolnej i pozaszkolnej.

Jednocześnie witam na pokładzie Marcina Wilkowskiego. Pracownia54 ma coraz większy potencjał i być może zastanowimy się nad wyznaczeniem bardziej konkretnych celów naszemu pisaniu o mediach. Możliwe również, że zaczniemy mniej ulotne (a bardziej konkretne) myślenie o aktywizowaniu gdańskiej “myśli medialnej” i jednoczeniu (w refleksji oczywiście, a nie “jedynie słusznej wizji”) gdańskiego środowiska medioznawców.





Nierozsądny żart czy przemyślany happening?

2 07 2007

O akcji czeskiej grupy Ztohoven, czyli o „wybuchu w Karkonoszach” napisano już w wielu serwisach internetowych, często traktując go jako wybryk chcących zaprezentować swoje umiejętności hackerów. Niezależnie od tego, czy samo wydarzenie rozpatrywalibyśmy jako bardziej lub mniej zabawne, oraz mieszczące się lub naruszające granice tego co uważamy za dobry dowcip, warto zastanowić się nad samym przekazem i być może krótką lekcją jakiej efektownie udzielili nam czescy artyści.

Podmieniając obraz telewizyjny przedstawiający fragment karkonoskiej panoramy na animację z wybuchem atomowym z pewnością wprowadzili oni w błąd część spośród 45 tysięcy widzów czeskiej telewizji ČT2. Perfekcyjnie zatarli tym samym granicę między rzekomą prawdziwością i rzetelnością przekazu telewizyjnego, którą nie zawsze podważamy oglądając codzienne wiadomości, a jego złudnością, subiektywnością, a nawet całkowitą symulacją – jak w tym przypadku.

Nie treść przekazu, a jego forma, mogłaby tu być przedmiotem refleksji, również pedagogicznej, przypominającej o aktualności słynnego stwierdzenia the medium is the message – M. McLuhana. Nietrudno jednak o nim zapomnieć, jeśli prawo do fikcji przyznajemy głównie przekazom powstałym na bazie wymyślonej fabuły, nie koniecznie zaś np. programom informacyjnym. Łatwo tutaj wpaść w pułapkę manipulacji, jak miało to np. miejsce w przypadku słynnego słuchowiska radiowego Orsona Welles’a – „Wojna światów”. Historia zaczerpnięta z powieści H. G. Wells’a opisywała najazd Marsjan na ziemię i w słuchowisku przedstawiona została w formie programu informacyjnego na żywo, opartego na relacjach reporterów. I choć miało to miejsce prawie 70 lat temu, jeśli zgodzić się z badaczem tego fenomenu – R. Bartholomew, bezkrytyczność słuchaczy Welles’a w analogicznej sytuacji mogłaby okazać się nam bliższa, niż sądzimy.

Potwierdzającą słowa Bartholomew powtórką z rozrywki, może być tu inna czeska lekcja edukacji medialnej, jaką trzy lata temu zaprezentowali dwaj studenci praskiej szkoły filmowej – czyli realizacja kampanii reklamowej hipermarketu „Czeski sen” i zrealizowany na jej podstawie film P. Zelenki.

O ile w tym wypadku zawiedzeni, niedoszli konsumenci tylko domagali się kar dla organizatorów happeningu, o tyle autorzy animacji wybuchu w górach postawieni zostaną przed sądem. Oby kolejne pomysły czeskich artystów na culture jamming, miały wbrew tradycji czeskiego filmu, mniej gorzki finał.








Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.