Zupełnie niedawno doszło do ciekawego flash- spektaklu (inspirowanego reklamą Xbox- obejrzyjcie koniecznie, jest na końcu wpisu) w centrum handlowym Arkadia (gdzieś w Polsce). Nagle spora część z tłumu klientów spacerujących pomiędzy sklepami, zaczyna do siebie mierzyć z… palców. I nie jest to pięć czy piętnaście osób, ale kilkadziesiąt. Celują do siebie nawzajem, wplątując się w sieć bez wyjścia. Każdy kogoś pilnuje, są zatem w ślepej uliczce i wystarczyłby jeden słabszy psychicznie osobnik, by padł strzał, który będzie jak pierwsza kostka domina puszczona w ruch. Oczywiście mierzący tylko na to czekają i po chwili nerwowego celowania i wystraszania wrogów (chociaż kto wróg, a kto nie, chyba wszystkim już się zatarło), po krótkiej ciszy pada pierwszy strzał. A po nim słychać dziesiątki strzałów i trup ściele się gęsto na podłodze handlowej galerii. Co w tym momencie pomyśleli zwykli klienci i jaki orzech do zgryzienia mieli ochroniarze, o to trzeba by zapytać ich samych.
Wydaje mi się, że flash moby można potraktować jako kolektywną sztukę. Improwizacyjną sztukę nowych mediów, gdzie scenariusz wydarzenia nie jest sztywną konstrukcją, ale ogranicza się do pomysłu, powiadomienia zainteresowanych współartystów i wyboru miejsca performance’u. Przygotowania odbywają się w wirtualnej przestrzeni i jako efekt pojawiają w przestrzeni realnej, tworząc jednak wirtualną, nierealną, abstrakcyjną przestrzeń wydarzenia. Oczywiście pomysły są lepsze i gorsze, bywały i bywają próby komercyjnego wykorzystania błysk- tłumu, ale są na szczęście szybko rozpoznawane i ignorowane przez prawdziwych flash-mobowców. Jedyne czego obawiałbym się, to dyskretnego wykorzystania flash mobów. Np. w oparciu o informacje w jakich miejscach zbiera się najczęście pewna targetowa grupa potencjalnych konsumentów- np. młodzież w centrach handlowych, kinach, klubach itp., wysyłanie tam różnej wielkości grup osób, które miałyby przy sobie napój określonej marki, eksponowałyby nową kolekcję ciuchów czy promowały konkretne zachowania, jak palenie papierosów itp. Taki dyskretny i fałszywy flash mob mógłby (choć specem od pr nie jestem) nieźle zadziałać. Tylko organizatorzy musieliby rzeczywiście sprawdzić, czy koszt błysku nie jest wyższy niż realne korzyści z niego wynikające.
Flash mob może być również świetnym narzędziem politycznej aktywności- zwolennicy pewnej idei organizują kilkudziesięciominutowy happening, a potem rozchodzą się jak gdyby nigdy nic wtapiając w tłum i zapomnijcie, że kogokolwiek złapiecie. Może to być również narzędzie edukacyjne, funkcjonujące jak opisany wyżej flash mob ukryty, ale w bardziej szczytnym celu. Na pewno jest to świetny bodziec intelektualny dla spokojnie pasącego się stada niedzielnych konsumentów… Gdyby ktoś miał relację niezaangażowanych uczestników, będę wdzięczny za przesłanie.
Na koniec reklama Xbox, inspiracja dla opisanego flash mobu

Ten wpis jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.0 Poland.<!–
HIPERbLOG
2006
swobodna podr?z przez hipertekstowa przestrzen…
Grzegorz D. Stunza
Grzegorz D. Stunza
–>
dobre. ale ja myślałam, że era flash mobów już dawno się skończyła?
Ja też dawno nie słyszałem o czymś podobnym. A reklama Xbox prawdopodobnie, bo nie wiem na 100%, w USA jest zakazana. I wcale mnie to nie dziwi- stereotypowo patrząc na Amerykańców, wyobrażam sobie jak lecą po obejrzeniu do sklepów z bronią, żeby urządzić krwawą jatkę w realu. A nie stereotypowo- tam, podobnie jak u nas wydaje się wielu ludziom, że użytkownicy gier i odbiorcy reklam działają na zasadzie “bodziec-reakcja”. Puść ludziom odpowiednią reklamę, a im, mówiąc brzydko “palma odbije”. To coś z serii “gry komputerowe mają zły wpływ na dzieci”, które, bójcie się Boga, zamiast czytać książki angażują się w sieciową, swobodną edukację…